Trzy wycieczki w Vilcabambie na jedno przedpołudnie

Ostatnio padało. Przez długi czas. Pora deszczowa pożegnała się wylewnie. Albo może raczej ulewnie. Od kilku dni wieje, a noce są chłodniejsze, ale przynajmniej na moim podwórku nie ma już błota po kolana. Podczas wielu deszczowych tygodni zdarzyło się jednak kilka słonecznych dni. Wielu turystów pytało: co zrobić? Gdzie pójść? …

Pół roku za oceanem

Dzisiaj o północy (no dobra, wczoraj kilka minut przed północą) minęło dokładnie pół roku, odkąd wylądowałem na lotnisku w Quito po dziesięciogodzinnym locie z Frankfurtu i przesiadkach w Panamie i Portoryko. Nie wiedziałem właściwie, czego się spodziewać, ale od moich pierwszych kroków po ulicach Quito w niedzielę z samego rana …

Pada deszcz

Pada deszcz. Od tygodnia. Zaczęło padać zaraz po Wielkiej Nocy i do tej pory nie przestało. To znaczy przestało, bo nie pada non stop, ale codziennie. Z reguły pada do siódmej, ósmej rano, potem jest trochę spokoju – tak do piętnastej, szesnastej, kiedy to następuje urwanie chmury, w kilka minut …

Howdy, Howdy!

Śpieszę z wyjaśnieniem żartu z tytułu. Howdy to tradycyjne pozdrowienie z południowego zachodu Stanów Zjednoczonych, kojarzone szczególnie z kowbojami. Oczywiście pochodzi od zwrotu grzecznościowego „How do you do”. Co ciekawe, jest także oficjalnym pozdrowieniem WordPressa, z którego ja również korzystam do pisania tego bloga. Poniżej scena z Toy Story.   …

Odjechać w stronę zachodzącego słońca

Napisałem kiedyś post, w którym zamieściłem muzykę skomponowaną przez Ennio Morricone z filmu Dobry, Zły i Brzydki w reżyserii Sergio Leone. Przyznam bez bicia, że znałem wtedy tylko muzykę, bo mnie nigdy westerny nie ciągnęły. Pewnie jakieś widziałem, bo mój tata zawsze lubił i lubi. Ale tylko jeden miałem w pamięci …

Miłość w portowym mieście

Czas chyba dokończyć temat Guayaquil. Właściwie od początku mojego pobytu w Ekwadorze wiedziałem, że skończę w Guayaquil, bo stamtąd miałem bilet autobusowy do Peru. Zakładałem jakieś dwa dni pobytu, raczej nie więcej, bo perspektywa największego miasta Ekwadoru napawała mnie raczej niechęcią niż zainteresowaniem. Ale życie płata figle. Siedziałem sobie w …

Spod kapelusza

Gdy szukałem przed kilku laty nazwy dla bloga, chciałem, żeby była w jakiś sposób charakterystyczna, prosta i kojarząca się ze mną. Tak powstały Myśli spod kapelusza. Kapelusz w moim życiu obecny jest od prawie dwunastu lat – zacząłem go nosić, gdy poszedłem do gimnazjum. Nawet zapoczątkowałem tym swoisty trend w …

Jak nie zginąć w Ekwadorze – 7 mitów i faktów

Gdy szykowałem się do wyjazdu do Ekwadoru szukałem w Internecie różnych opinii. Ameryka Południowa nie kojarzy się zbyt bezpiecznie. Większości ludzi od razu stają przed oczami kartele narkotykowe, partyzantki komunistyczne i dyktatury z obu stron politycznej skali. Do tego brazylijskie fawele no i ogólnie brud i ubóstwo. Hotel? Pewnie jakiś …

Tu mnie nie grzebcie

Ostatni tydzień przesiedziałem w domu walcząc z chorobą, której zapewne nabawiłem się przez szaleństwo zwane karnawałem. Cztery dni permanentnego przemoczenia, pogoda nie była wcale idealna,  do tego zjechali się ze swoimi zarazkami ludzie z całego Ekwadoru i nie tylko. Warunki idealne. Chore pół miasteczka. W związku z tym przez ostatni …

Czyste szaleństwo (i konkurs koni)

Skończył się karnawał, na szczęście. Cztery dni istnego szaleństwa. Cztery dni niemożności wyjścia z domu i pozostania suchym i czystym. Latająca w powietrzu pianka, balony z wodą, mąką i jajka. Przez cztery dni, od rana do nocy. Wielkie tłumy, koncerty, lejące się strumieniami piwo. Piwo można było kupić wszędzie: w …