Mirador El Lechere i Parque Condor

Wpis ten dedykuję Wiktorii, którą zarzucam ciągle zdjęciami ptaków i zmuszam do doszkalania się z fauny Ameryki Południowej.   Była dopiero połowa dnia, gdy wróciłem z Laguny Cuicocha. Rano zaniosłem ciuchy do pralni. Miały na mnie czekać do odbioru po siedemnastej. Nie chciałem się smętnie włóczyć po miasteczku ani siedzieć …

Rejs po kraterze wulkanu

Siedziałem w biurze informacji turystycznej i od kilkunastu minut starałem się zrozumieć rozentuzjazmowanego człowieka po drugiej stronie biurka. Twierdził, że mówi po angielsku, ale ja słyszałem wciąż tylko hiszpański. Z drugiej strony na moje odpowiedzi w języku Szekspira reagował tylko dłuższymi potokami mowy Cervantesa, więc coś chyba rozumiał. Ja też …

Kraina rzemieślników

– Tu hodują róże – powiedział Fernando, z którym jechałem do Otavalo. Miałem nocować u jego córki w Quito (znalazłem nocleg przez Coachsurfing), ale zmarła jej babcia od strony mamy i rodzina zjechała się do domu. Ojciec przywiózł jej brata, a sam wracał do Cotacachi. Zabrał mnie ze sobą na …

Wzniosłem swój barbarzyński krzyk ponad dachami świata

„Wniosłem mój barbarzyński krzyk ponad dachami świata” – „I sound my barbaric yawp over the roofs of the world” napisał Walt Whitman, a spopularyzował ten cytat film „Stowarzyszenie umarłych poetów” z genialnym Robinem Williamsem. Może powinienem był zachować tę frazę na jakiś szczyt Cotopaxi albo innego gigantycznego wulkanu, ale dziś …

Na środku świata

Zmęczyłem się chodzeniem, więc wsiadłem do autobusu. Na którymś kolejnym przystanku siadł koło mnie pewien skośnooki człowiek. Zapytałem, czy mówi po angielsku i czy wie, dokąd jedzie autobus. Okazało się, że mówi, że jest z Korei i że autobus jedzie do Mitad del Mundo, Środka Świata. Nie miałem tego w …

Za oceanem

Tyle się dzieje, że nie mam kiedy o tym pisać. W sobotę (no dobra, u Was to była już niedziela) dotarłem po ponad dwudziestu godzinach do Quito. Podróż raczej bez przygód, ale lotnisko w San Juan w Portoryko naprawdę zasługuje na kilka słów. Najpierw na poważnie. Przez Portoryko przeszedł ostatnio …

Mainhattan, czyli ostatni wieczór po tej stronie Atlantyku

Stało się. Siedzę na lotnisku i czekam na boarding (wpis będzie krótki, bo i czasu niewiele). Dotarłem wczoraj do Frankfurtu po kilkunastu godzinach w łotewskim autokarze, w którym obsługa próbowała się komunikować po angielsku, ale i tak wychodził im rosyjski. Autokarze, do którego wejście po pięciominutowej przerwie (dłuższych nie było) …

Starzeję się

Chyba się starzeję. Rano stałem na wylotówce i łapałem stopa. Na Berlin!   Ale, już mi się trochę nie chce. Zmiękłem. Kupiłem sobie bilet na autobus, bo nic nie mogłem złapać. Jutro wieczorem Frankfurt, przynajmniej na pewniaka.  

Przygotowania do wyjazdu

No to lecę za kilka dni do Ekwadoru. Ostatnie dni przygotowań. Wczoraj kupiłem karty pamięci do aparatu i mapę. O taką. No i zrobiłem szczepienia i przeszedłem profilaktykę wścieklizny. Co kryje się pod tym terminem? Lekarz powiedział: „Pan piesków, kotków, małpek nie głaska i po jaskiniach z nietoperzami nie chodzi”. …