Na środku świata

Zmęczyłem się chodzeniem, więc wsiadłem do autobusu. Na którymś kolejnym przystanku siadł koło mnie pewien skośnooki człowiek. Zapytałem, czy mówi po angielsku i czy wie, dokąd jedzie autobus. Okazało się, że mówi, że jest z Korei i że autobus jedzie do Mitad del Mundo, Środka Świata. Nie miałem tego w planach, ale pojechałem.

 

Oficjalny „środek świata”

 

Na początku lat osiemdziesiątych postanowiono wielki pomnik-muzeum w domniemanej lokalizacji równika. Okazało się, że ktoś się machnął o jakieś ćwierć kilometra. Oczywiście ktoś sprytnie to wykorzystał i oprócz oficjalnego muzeum należącego do prowincji Pichincha, istnieje małe prywatne muzeum Intiñan.

 

Muzeum Intiñan zachęca choćby tym, że wita nas po polsku dwa razy. I jeszcze jest tańsze, niż to oficjalne.

 

Oczywiście zrobiłem sobie zdjęcie z tabliczką na równiku – jest na Facebooku na fanpage’u tego bloga. Dostałem też certyfikat i tytuł mistrza jaj, bo udało mi się postawić surowe jajo na gwoździu. Najbardziej chyba znanym eksperymentem, który można przeprowadzić tylko na równiku jest spuszczanie wody ze zlewu, żeby pokazać działanie siły Coriolisa – pochodnej ruchu obrotowego Ziemi. Wikipedia twierdzi, że wirowanie wody nie ma nic wspólnego z siłą Coriolisa i to tylko model. Ale działa. Poniżej mój filmik.

Ale muzeum Intiñan to nie tylko równik. Stoi tam dom, w którym jeszcze kilkadziesiąt lat temu mieszkała pewna Indianka. Zmarła mając ponad sto lat. Ściany domu zbudowane są z kamieni, trzciny, patyków i odchodów lamy. Nie wiem, jaką pełnią one funkcję, ale nie śmierdzą. Może już wywietrzały.

Tradycyjne przędzenie wełny. Akurat na tym terenie zajęcie kobiet, w przeciwieństwie do tkactwa, którym zajmowali się mężczyźni. Dlaczego? Bo warsztat tkacki był za ciasny dla ciężarnej kobiety.

 

W Ekwadorze żyje pewne plemię, które jeszcze do lat pięćdziesiątych kultywowało tradycję zmniejszania głów. Właściwie to ta specyficzna forma taksydermii żyje do dziś, ale praktykowana jest wyłącznie na zwierzętach. Oprócz głów wrogów, preparowano też glowy wodzów, szamanów czy po prostu bliskich, by ich mądrość i moc chroniły noszącego taki amulet. Z głowy usuwa się czaszkę (przez ten otwór po jej odcięciu od szyi), a potem wypala się pustą skórę gorącymi kamieniami, co powoduje po pierwsze usunięcie resztek tłuszczu i krwi, a po drugie kurczy skórę.

 

Po lewej leniwiec, głowa współczesna. Po prawej dziewięcioletni chłopiec, którego ojciec postanowił uczcić w ten sposób pamięć o synu. Głowa ma ponad sto lat. Tak, jest prawdziwa. Czarnorynkowa cena spreparowanych głów sięga kilkuset tysięcy dolarów.

 

No i na koniec ptak, którego podobno jest tu pełno i w wielu odmianach (ja widziałem na razie tylko ten okaz). Przewodnik określił akurat tego osobnika jako mało płochliwego, bo z reguły dźwięk migawki skutecznie je płoszy. Jeśli ten był mało płochliwy, to prawdopodobnie lepszego zdjęcia już nie zrobię. Proszę, koliber,

 

Kolibry nie żyją długo. Zła dieta, za dużo cukru. Umierają na cukrzycę.

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *