Geje, Murzyni i dyskurs publiczny

Jak zauważyliście już pewnie wszyscy, ostatnio Facebook przybrał tęczowe barwy. Nie mam zamiaru publicznie tego potępiać czy chwalić. Postanowiłem jednak odnieść się do tekstu, który otrzymałem w prywatnej wiadomości. Proszę, rzeczony tekst. Autor tej notki, zresztą nie tylko on, bo podobne poglądy wyraża wiele osób, twierdzi, że legalizacja związków homoseksualnych w USA nie ma znaczenia dla Polaków, bo to na drugim brzegu oceanu i w ogóle daleko. Niby tak. Też nie rozumiem wzajemnego wyklinania się przez obie strony tego sporu tu w Polsce. Ale nie rozumiem bynajmniej nie dlatego, że spór nas nie dotyczy.

W 1941 roku Amerykanom po raz drugi przypomniało się, że nie wzięli się w Ameryce znikąd. Przyjechali do Europy, pomogli pokonać Hitlera, rozpoczęli okupację Niemiec, ustanowili tam swoje bazy, które istnieją do dziś. Potem stwierdzili, że zniszczona wojną Europa jest kiepskim partnerem i wspomogli powojenną odbudowę Starego Świata. O planie Marshalla chyba każdy w szkole słyszał. I razem z dolarami do Europy płynęła Coca-Cola, McDonald’s, KFC i inne tego typu wynalazki. Oczywiście jest to duże uproszczenie, ale chyba nikt temu nie zaprzeczy. Oprócz śmieciowego (ale pysznego) żarcia podróżowały także idee. W Polsce, która, niestety, z planu Marshalla skorzystać nie mogła, dzięki uprzejmości Wielkiego Brata ze Wschodu, idee pojawiały się częściej niż Coca-Cola. Stany Zjednoczone, kraina wolności, jawiły się jako miejsce idealne. Kiedy pod koniec lat osiemdziesiątych pojawiły się i u nas dolary i wolne wybory, wszystko co hamerykańskie, jako dobre, było importowane na potęgę. W tym idee. Wolność słowa, wolność prasy, wolność wyboru, wolność seksualna, moda, muzyka, a nawet prawodawstwo. W międzyczasie przyciągnęliśmy sobie jeszcze łącze internetowe, co sprawiło, że nagle z tymi, którym w mniej szczęśliwych czasach udało się wyjechać, można było porozmawiać nie tylko przez telefon, ale też przez Internet, znaczy taniej. Powszechna nauka angielskiego, komputer w każdym domu… I już można przeglądać durne obrazki wyprodukowane za oceanem i kłócić się z przypadkowymi ludźmi nie tylko z tej strony Odry. A w Internecie językiem dyskursu jest język angielski. Język, który od kilku dekad jest nie tylko narzędziem porozumiewania się, ale też polem walki. Jeszcze piętnaście lat temu słowo Murzyn było normalnym słowem, jak Indianin. Ale w USA ktoś doszedł do wniosku, że pewne słowa są gorsze od innych i nie można ich używać. I, mimo że w naszym pięknym kraju osób czarnoskórych nie ma nawet promila, nagle nazywanie ich Murzynami stało się niemile widziane. Jakoby dyskryminujące. Cóż, nie wiem, jak można kogoś dyskryminować przez stwierdzenie faktu, ale zdaniem niektórych można. Oprócz poprawności politycznej pojawił się szarżujący feminizm, genderyzm i kilka innych pokrewnych ideologii, które sobie mordę Kantem wycierają (Immanuelem oczywiście). I nagle to, co zdawało się być niewinnym elementem folkloru państwa za oceanem, staje się realnym przedmiotem dyskusji publicznej u nas! W XXI wieku tysiące kilometrów nie są przeszkodą dla idei, które podróżują światłowodowym łączem. A jak najprościej przekazywać idee? Za pomocą języka. Słowa, słowa, słowa. Mam problem z używaniem słowa Murzyn. Robię to tylko w środowisku, w którym wiem, ze mogę sobie na to pozwolić, że nikt mi nie krzyknie w twarz: rasisto! Ale ja rasistą nie jestem. Nigdy nie byłem i nie planuję. W ogóle zawsze miałem się za osobę tolerancyjną. Mam znajomych o innym kolorze skóry, o innej orientacji, innej religii. Nie przeszkadza mi to w rozmowie z nimi. Ale wiecie czego nie lubię? Kiedy ktoś próbuje wpływać na mój język. Każe nazywać mi rzeczy inaczej, niż zwykłem, inaczej, niż naprawdę się one nazywają.

Mowa to potężne narzędzie. Myślimy językiem. Nasze myśli nie przybierają abstrakcyjnej formy, a wyrażane są przez słowa. Olbrzymiej woli trzeba, żeby język dyskursu publicznego nie przeniknął do naszych rozważań, o ile w ogóle jest to możliwe. Dlatego to, co się mówi, czy tu, czy za oceanem, ma wpływ na nasze życie.
Na koniec piosenka sprzed lat. Ale, wydaje mi się, wyjątkowo dziś trafna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *