Tu mnie nie grzebcie

Ostatni tydzień przesiedziałem w domu walcząc z chorobą, której zapewne nabawiłem się przez szaleństwo zwane karnawałem. Cztery dni permanentnego przemoczenia, pogoda nie była wcale idealna,  do tego zjechali się ze swoimi zarazkami ludzie z całego Ekwadoru i nie tylko. Warunki idealne. Chore pół miasteczka. W związku z tym przez ostatni …

Czyste szaleństwo (i konkurs koni)

Skończył się karnawał, na szczęście. Cztery dni istnego szaleństwa. Cztery dni niemożności wyjścia z domu i pozostania suchym i czystym. Latająca w powietrzu pianka, balony z wodą, mąką i jajka. Przez cztery dni, od rana do nocy. Wielkie tłumy, koncerty, lejące się strumieniami piwo. Piwo można było kupić wszędzie: w …

Referendum w cieniu prohibicji

Spotkałem w piątek o 10.45 znajomego Niemca. „Szybko, idź kupić piwo!” powiedział głosem pełnym przerażenia. Stałem trochę zdziwiony. Wytłumaczył, że od południa alkoholu nie sprzedają – do poniedziałku. Wszystko to jest skutkiem tak zwanego Ley seca, suchego prawa, czyli czasowej prohibicji obejmującej okres od trzydziestu sześciu godzin przed do dwunastu …

O przemijaniu czasu

Tytuł nieco clickbaitowy, wiem. Nie, nie będzie poważnych filozoficznych wynurzeń, tylko kolejny wpis z Ekwadoru. Na chwilę robię sezonową odskocznię od Peru (jeszcze co najmniej jeden, a może i dwa teksty stamtąd. A może i więcej) i biorę się za Sylwestra. A tego spędziłem w Guayaquil w Ekwadorze.     …

Autobusem przez Ekwador

Wypadłem na przystanek niczym postać z kreskówki, wyrzygany przez tłum w autobusie. Z plecakiem i trzema torbami, które dawały mi odrobinę tego, co jest kompletnie nieznane w Ekwadorze – przestrzeni osobistej.. Nikt mnie nie przepuścił, musiałem łokciami wyrąbać sobie drogę na zewnątrz. Ci, którzy wsiadali, też nie poczekali. Widziałem nienawiść …

Gringo

– O, a ja sobie siądę obok gringo – powiedział do kolegi stary gruby Indianin, który wsiadł do autobusu. Zajął miejsce koło mnie. Siedziałem z laptopem na kolanach i mimo wyboistej drogi próbowałem pracować. W końcu mogłem sobie na to pozwolić, bo chwilę wcześniej wysiadł pan, który jechał koło mnie …

Człowiek i jego koń oraz drugi człowiek i jego kozy

„Za tą górą jest miasteczko. Tam mieszka Dawid, Polak. Robi kozi ser” powiedziano mi w miasteczku. Znalazłem żonę Dawida sprzedającą rzeczony ser na targu i wprosiłem się na ich farmę. Człowiek i jego koń – Chodź, Cortés! – powiedziałem do konia i pociągnąłem za sznur. Ani drgnął. Tego się obawiałem. …

Dokończyć wyprawę

Przed około trzydziestu laty czwórka przyjaciół wyruszyła w góry w okolicach Vilcabamby do polodowcowych jezior na terenie parku narodowego Podocarpus. Nie dali rady dotrzeć do celu. Widząc zbliżającą się starość i spadek formy postanowili zrealizować młodzieńcze marzenia. Wraz z rodzinami i sześcioma przewodnikami-tragarzami ruszyli w góry. Do celu oprócz przewodników …