Poszukiwacz złota

Jeśli chcecie wiedzieć, jak trafiłem na farmę Judith, przeczytajcie mój poprzedni wpis.   Nakupiłem jedzenia na tydzień. Jakoś nie mam zaufania do wiszącego na hakach oblepionego muchami mięsa, więc oprócz słodkich ziemniaków, bananów (w trzech odmianach), ryżu, fasoli, bobu i różnych owoców wziąłem jajka, które akurat w Ekwadorze są całkiem …

Czasem ludzie zmieniają plany i nie przyjeżdżają

Przyjechałem jeszcze nie do końca obudzony na dworzec docelowy w mieście Loja gdzieś przed szóstą rano. Zacząłem szukać autobusu do Vilcabamby. Był. Kupiłem bilet w kasie, zapłaciłem 0.20$ przy przejściu na stanowiska (opiszę kiedyś dokładniej funkcjonowanie komunikacji w Ekwadorze, bo to obszerny temat) i doczłapałem z plecakiem na sam koniec …

Mirador El Lechere i Parque Condor

Wpis ten dedykuję Wiktorii, którą zarzucam ciągle zdjęciami ptaków i zmuszam do doszkalania się z fauny Ameryki Południowej.   Była dopiero połowa dnia, gdy wróciłem z Laguny Cuicocha. Rano zaniosłem ciuchy do pralni. Miały na mnie czekać do odbioru po siedemnastej. Nie chciałem się smętnie włóczyć po miasteczku ani siedzieć …

Rejs po kraterze wulkanu

Siedziałem w biurze informacji turystycznej i od kilkunastu minut starałem się zrozumieć rozentuzjazmowanego człowieka po drugiej stronie biurka. Twierdził, że mówi po angielsku, ale ja słyszałem wciąż tylko hiszpański. Z drugiej strony na moje odpowiedzi w języku Szekspira reagował tylko dłuższymi potokami mowy Cervantesa, więc coś chyba rozumiał. Ja też …

Kraina rzemieślników

– Tu hodują róże – powiedział Fernando, z którym jechałem do Otavalo. Miałem nocować u jego córki w Quito (znalazłem nocleg przez Coachsurfing), ale zmarła jej babcia od strony mamy i rodzina zjechała się do domu. Ojciec przywiózł jej brata, a sam wracał do Cotacachi. Zabrał mnie ze sobą na …

Wzniosłem swój barbarzyński krzyk ponad dachami świata

„Wniosłem mój barbarzyński krzyk ponad dachami świata” – „I sound my barbaric yawp over the roofs of the world” napisał Walt Whitman, a spopularyzował ten cytat film „Stowarzyszenie umarłych poetów” z genialnym Robinem Williamsem. Może powinienem był zachować tę frazę na jakiś szczyt Cotopaxi albo innego gigantycznego wulkanu, ale dziś …

Na środku świata

Zmęczyłem się chodzeniem, więc wsiadłem do autobusu. Na którymś kolejnym przystanku siadł koło mnie pewien skośnooki człowiek. Zapytałem, czy mówi po angielsku i czy wie, dokąd jedzie autobus. Okazało się, że mówi, że jest z Korei i że autobus jedzie do Mitad del Mundo, Środka Świata. Nie miałem tego w …

Za oceanem

Tyle się dzieje, że nie mam kiedy o tym pisać. W sobotę (no dobra, u Was to była już niedziela) dotarłem po ponad dwudziestu godzinach do Quito. Podróż raczej bez przygód, ale lotnisko w San Juan w Portoryko naprawdę zasługuje na kilka słów. Najpierw na poważnie. Przez Portoryko przeszedł ostatnio …